Sitting in the window >> poniedziałek, 10 marca 2008 22:19:45
Jakże ciężko sprecyzować o chuj chodzi dokładnie, nawet niekoniecznie mnie, bo tego też nie jestem pewna, czy to ja jeszcze, czy tylko ciało moje lub brak jego, bo tylko szarość tych ócz, z elementem żółtego przedziwnym poznaję i więcej nic. Wsłuchuję się ciągle i znów w te same piosenki i szereg retrospekcji przed oczami i nie wiem już czy to tylko powtórka jest scenariusza, czy już powielanie jego celem rozbicia na milion rzeczywistości nieprzystających do czegokolwiek. Znajduję siebie samą w sytuacjach i miejscach, do których nie pasuję, w których mnie być nie powinno, stąd znowu refleksja i pytanie się nasuwa: czy to ja jeszcze? I chyba nie chcę sobie na nie odpowiadać, bo dobrze mi tak, niewiele się mieści, w zasadzie poza mną nic, to piękne, toksycznego kadzidełka wytworem dym jest w modnym odcieniu fioletu i paski żółte. Ćwiczę samą siebie, idealna pod każdym względem w życiu przeszłym i przyszłym i w każdym innym wypadku multiwersum, ale nie tu i nie teraz, perfekcja nie współgra z teraźniejszością, bo zawsze jest i będzie niedościgniona. Ale już jutro, za godzinę, za minutę, za sto lat. Metoda marchewki na kiju zastosowanie znakomite tu znajdzie, na razie po niewłaściwej stronie, przez etap marchewki do stanu kija, aż po nitkę suchą niekoniecznie. Walecznie. Statecznie. Niebezpiecznie?
W tym stanie żyć można, trzeba i powinno się, bo wtedy nic niemożliwym mi się nie jawi, odpowiedź na wszystko jest w zasięgu ręki, ewentualnie nogi, a umysł mój po stokroć piękniejszy jest nawet niż Russela Crowe. I jedno mam tylko egoistyczne bardzo marzenie - cieniem być cienia, od jutra, od wczoraj i zawsze, codziennie i niezmiennie.
Jak ja czegoś nie rozumiem (co nazbyt często miejsca nie miewa z racji posiadania umysłu wielce analitycznego i lotnego na kształt paralotni) to zostawiam i nie ruszam i odchodzę. Mogę owszem dać upust swojej irytacji, jeżeli coś zafrapuje mnie na tyle, by jakiekolwiek uczucie we mnie wzbudzić, ale zmieniać nie próbuję. Nie bynajmniej dlatego, żem taka otwarta i pełna zrozumienia dla rzeczy wszelakich, lecz dlatego, że świata zmieniać już nie chcę, bo nie mam na to siły, a nade wszystko dlatego, że nudne to jak ręczne przepisywanie "Władcy Pierścieni". I z ludźmi analogicznie się sprawa ma, bo wolę sobie pomyśleć nad wszystkimi interesującymi tematami, nad którymi myśleć mam ochotę, a których fascynującej głębi nikt inny nie dostrzega. Więc niech świat się ode mnie odpierdoli takoż, niech sobie znajdzie jakieś hobby - może na przykład coś poczyta, na pewno mu nie zaszkodzi, a szansa jest, że jak wełny kłębek rozwinie choć nikła - spierdalać na drzewo, bo ja to ja i "państwo to ja", a każdy ma prawo stanowić o sobie i choć "choć Paryż wart jest mszy" to "cuius regio eius religio".
Dodaj komentarz